Zanim włączycie internet — przeczytajcie!

 

 

InternetIdea internetu nie odpowiada tomistycznym zasadom metafizyki i teorii poznania. Korzystanie z internetu sprawia, że umysł ludzki traci świadomość ograniczeń, jakie czas narzuca poznawaniu oraz istnieniu. Wywiera to trwały wpływ na psychikę i zachowanie człowieka.

 

Analizując, w jaki sposób internet zmienił naturę ludzkiego słowa oraz naturę samego aktu poznania, który jest zależny od tego słowa, dochodzimy do bardzo interesujących, acz niepokojących wniosków. Istnieje ścisły związek pomiędzy porządkiem ludzkiego poznania a porządkiem natury. Według św. Tomasza z Akwinu, umysł ludzki, posiadając potencjał do działania, aktualizuje się wtedy, kiedy w intelektualny i celowy sposób „przybiera formę” rzeczy, które poznaje. Akwinata posuwa się nawet do twierdzenia, że umysł staje się rzeczą, którą poznaje.

Sam charakter umysłu determinowany jest przez poznanie zmysłowe oraz poznanie intelektualne. Aktualność, którą posiada umysł, jest aktualnością świata zewnętrznego. Sam fakt, iż umysł ludzki znajduje się in potentia w stosunku do tego, co realne i zewnętrzne wobec niego, wskazuje na jego właściwy cel. Celem tym jest aktualizacja poprzez kontakt z porządkiem naturalnym. Jedynie porządek naturalny dostarczyć może form i treści, które uaktywnią potencjał poznawczy umysłu.

Umysł odzwierciedlać ma samą strukturę stworzonego świata. W świecie naturalnym jedynie umysł ludzki stworzony został w tym celu, by przybrać „obraz i podobieństwo” całości. Ale skoro umysł ten ma kontakt raczej z rzeczywistością wirtualną niż realną, czy nie oznacza to rezygnacji z jego naturalnego powołania? Czy w ten sposób nie przestaje on być tym „wszystkim” i nie staje się „niczym”?

 

W internecie umysł ludzki kreuje sam siebie

 

Idea internetu nie odpowiada tomistycznym zasadom metafizyki i teorii poznania. W pewien sposób stanowi on technologiczny wyraz teorii Johna Deweya, wedle której umysł ludzki nie jest substancją, która przybiera formę poprzez poznawanie rzeczy, ale raczej zespołem przecinających się linii materialnej przyczynowości — jest jedynie czymś, co skupia w sobie te przecinające się linie. Ideologiczne założenia internetu opierają się na założeniu, że taki jest właśnie — jak opisano wyżej — prawdziwy charakter ludzkiego intelektu.

Umysł ludzki w kontakcie z internetem nieustannie zmienia swą formę, stosownie do wykonywanych aktów woli. „Kreuje” siebie i swą naturę poprzez „wybór” stron i odsyłaczy. Produktem końcowym jest złożona osobowość, stanowiąca przedmiot zainteresowania specjalistów od marketingu, którzy kupują profile elektroniczne użytkowników.

Zlecenie marketingowe może brzmieć następująco: „Znajdźcie mi kogoś, kto lubi kolor niebieski, sprawdza prognozę pogody podczas lunchu, ma mniej niż trójkę dzieci, pracującą żonę, wspólny dochód w granicach 80-100 tys. dolarów rocznie, lubi hazard, raz dziennie odwiedza stronę «Sports Illustrated» i sprawdza wyniki giełdowe częściej niż cztery razy tygodniowo”. Czy jednak rzeczywiście można tu mówić jeszcze o człowieku?

 

Internet daje informacje, a nie wiedzę

 

Internet dostarcza informacji, ale nie prawdziwej wiedzy. Jest użyteczny jedynie dla tych, którzy wiedzę już posiadają. Nie jest prawdziwym nauczycielem człowieka i nie może nim być, ponieważ jego interaktywność pociąga za sobą odwrócenie właściwej relacji nauczyciel — uczeń. Właściwy porządek wymaga, by nauczyciel był stroną czynną, a uczeń stroną bierną. Uczeń „aktualizuje się” wskutek pracy nauczyciela, który inicjuje proces poznania.

W tradycyjnej edukacji to nauczyciel decyduje, w który kolejny „odsyłacz” ma „kliknąć” uczeń. Jednak w przypadku „uczenia się” z komputera to uczeń kieruje wirtualnym nauczycielem. Prawdziwy nauczyciel prowadzi ucznia do poznania prawdy właśnie dlatego, iż wie, dokąd uczeń powinien pójść, by tę prawdę znaleźć. Jeśli jednak uczeń sam jest dla siebie nauczycielem, skąd może wiedzieć, gdzie się udać, czyli w co ma kliknąć? Jeśli wie, w co kliknąć, wtedy nie jest już uczniem.

Dlaczego to, co otrzymujemy za pośrednictwem internetu, nie jest prawdziwą wiedzą, ale jedynie informacją? Jest tak dlatego, ponieważ kontakt z komputerem nie pozwala nam dotrzeć do istoty prawdziwych rzeczy, ponieważ one istnieją jedynie w świecie fizycznym. Zatem opierając poznanie na informacjach komputerowych, nie możemy być pewni, że uzyskaliśmy wiedzę w dwóch najważniejszych kwestiach, jakie poznać może ludzki umysł: czy dana rzecz istnieje i czym dana rzecz jest.

 

Cyberprzestrzeń wymyka się poznaniu zmysłowemu

 

Choć natura i istota rzeczy może być poznana poprzez wzrok, to jednak św. Tomasz uczy nas, że najpewniejszą wiedzę na temat samego istnienia rzeczy daje nam zmysł dotyku. To dotyk jest podstawowym zmysłem egzystencjalnym człowieka. Jednak w cyberprzestrzeni nie możemy się nim posługiwać. Sam jej urok wydaje się polegać właśnie na tym, że nie można dotknąć tego, co się widzi. Cyberprzestrzeń wymyka się ludzkim rękom. Kontakt, jaki mamy z „bytem” prezentowanym na ekranie monitora, jest z konieczności sztuczny. To, co widzimy, nie posiada żadnej niezmiennej „formy”, ani natury. Zdolność widzenia ma pomóc nam określić „ogólny kształt” bytu skończonego, byśmy — poznając jego granice — zrozumieć mogli jego istotę. Istotę tę poznamy jednak jedynie wówczas, gdy rozumiemy, w jaki sposób byt ów różni się od wszystkich innych bytów.

Jaką jednak korzyść odnieść możemy z danych dostarczanych nam za pośrednictwem internetu, jeśli widziany przez nas obraz może być zmieniany i manipulowany w tym samym momencie, w którym się na nim koncentrujemy? Użytkownicy internetu dobrze rozumieją sens istnienia klawisza „odśwież”. Pomiędzy bytami organicznymi i „bytami” cyfrowymi istnieje prawdziwa przepaść. Byt cyfrowy jest płaski, martwy i stale potrzebuje „odświeżania”.

 

W cyberświecie nie istnieje czas i zjawisko przemijania

 

Korzystanie z internetu sprawia, że umysł ludzki traci świadomość ograniczeń, jakie czas narzuca poznawaniu oraz istnieniu. Wywiera to trwały wpływ na psychikę człowieka. Człowiek rozumie naturę czasu, a także naturę śmiertelności oraz obietnicę nieśmiertelności, głównie dzięki stykaniu się z rzeczywistymi bytami, które podlegają procesowi naturalnej zmiany. W rzeczywistym świecie nie ma bytu, który nie podlegałby zmianie i przemijaniu. Również my jesteśmy świadomi, iż podlegamy procesowi nieustannej zmiany. Celem naszego życia jest uporządkowanie tego procesu w taki sposób, byśmy zbliżyli się do ideału, wyznaczonego nam przez Stwórcę.

W internecie jedynym przejawem upływającego czasu jest zegar znajdujący się w rogu ekranu. Gdyby jednak człowiek utracić miał samą „ideę” czasu, ze względu na swe postępujące wyalienowanie z naturalnego porządku rzeczy, jakie miałoby to dla niego znaczenie? Poza tym widocznym zegarem, którego wyświetlanie jest opcjonalne, same strony internetowe nie uzmysławiają w żaden sposób upływu realnego czasu. W pewnym sensie sukces internetu polega na pokonaniu czasu i nudy, których w naturalny sposób doświadcza serce człowieka w kontakcie z tym, co stworzone.

Czy jednak człowiek stopniowo utraci poczucie znudzenia? Nuda jest uczuciem głęboko „chrześcijańskim”, tzn. jest wskazówką, że człowiek nie może znaleźć stałego zadowolenia w jakiejkolwiek rzeczy stworzonej. Człowiek pociągany jest do Boga, tęskni za Nim, ponieważ jedynie On nie może nas nigdy znudzić. Obecnie jednak szybkość i upowszechnienie internetu wyklucza jakąkolwiek nudę. Tak dzieci, jak i dorośli, spędzają przy nim całe godziny, nie wykazując najmniejszych oznak znudzenia.

 

Internet jest szczytową formą angelizmu

 

Internet jest nową formą „angelizmu”, o którym pisał Jacąues Maritain, charakteryzując heretycki pogląd Kartezjusza na człowieka. Internet słusznie mógłby zostać nazwany najznakomitszym tryumfem angelizmu. Człowiek surfujący w sieci, nie znajduje się w konkretnym miejscu, jak tego wymaga jego ludzka natura, ale „jest” tam, gdzie decyduje się działać. Tylko aniołów stworzył Bóg jako duchy, czyli jako byty czysto intelektualne, które zawsze są tam, gdzie działają (zgodnie z wolą Boga). Aniołowie po prostu nie muszą „klikać”…

 

Świat internetu nie znajduje się w jakimś konkretnym miejscu

 

Jednym z naturalnych warunków naszego poznania jest świadomość istnienia rzeczy w konkretnym miejscu. Jednak strony internetowe nie znajdują się w żadnym realnym miejscu w konkretnym czasie. Termin „surfowanie w sieci” jest więc bardzo stosowny. Współczesny człowiek, ze względu na wszechobecną technologię, traci kontakt ze swym miejscem do tego stopnia, że doświadcza siebie samego jako istoty autonomicznej, która nie przyjmuje cech konkretnego miejsca, ani nie jest zakorzeniona w żadnym konkretnym miejscu.

 

Internet — techniczne wyrażenie zasad rewolucji francuskiej

 

W swej strukturze i sposobie funkcjonowania internet stanowi techniczny wyraz zasad rewolucji francuskiej. Jednym z najbardziej oczywistych jego aspektów jest egalitaryzm w kwestii publikowanych treści. Wszystkie strony są równie dostępne, stąd informacje prezentowane na każdej z nich wydają się posiadać taką samą wartość. Za stosunkowo niewielką opłatą każdy może stworzyć własną stronę, prezentując dowolne treści.

Każdy może mieć dostęp do dowolnej witryny internetowej, niezależnie od tego, czy prezentuje ona treści całkowicie obce katolickiej wierze, chrześcijańskiej kulturze i moralności. Opiera się to na zasadzie liberalizmu, wedle której każdy powinien móc w wolny sposób kształtować swe idee i wierzenia. Każdy użytkownik internetu posiada dostęp do wszelkich informacji, obrazów, dźwięków, filmów, muzyki czy opinii, które w danej chwili przyciągają jego uwagę.

Żadnego znaczenia nie będą miały dla niego dawne krucjaty, sobory ekumeniczne, wysiłki misyjne, duszpasterskie i doktrynalne dekrety papieży, napomnienia świętych, boje toczone w obronie christianitas, literackie i dziennikarskie potyczki z liberalizmem i ideologiami lewicowymi — z łatwością przychodzi mu zignorować je wszystkie i wystawić się na zagrożenia, którym tak wielu ludzi starało się zapobiec.

 

Internet niszczy skarb wiary i katolickiego ducha

 

Surfujący w sieci nastolatek może podczas zaledwie kilku sesji internetowych utracić na zawsze skarb wiary, który jego przodkowie przechowywali w nienaruszony sposób przez całe wieki. Wszelkie wysiłki ze strony rodziców, starających się bronić dusze swych dzieci przed destrukcyjnymi treściami, mogą zostać udaremnione przez materiały, z jakimi dzieci mogą się zetknąć się w internecie.

Internet pociąga nas szczególnie mocno wówczas, gdy jesteśmy sami, bez świadków. Istnieje poważne niebezpieczeństwo, że tradycyjne normy społeczne, które rządzą naszym postępowaniem, w większości sytuacji ulegną nieodwracalnym zmianom. Powszechny dostęp do internetu jest w stanie zniszczyć nawet samą atmosferę panującą w katolickim domu oraz miejscu pracy.

 

Internet wypacza proces ludzkiego myślenia

 

Sposób funkcjonowania internetu wypacza sam proces ludzkiego myślenia, które wymaga przejścia od zasad ogólnych do wniosków. Jednak w świecie internetu nie ma miejsca dla niepodważalnych i oczywistych norm. Co więcej, rozumowanie pociąga za sobą ciągłe przechodzenie od zrozumienia jednej prawdy do zrozumienia kolejnej. Każda faza zrozumienia wymaga skupienia umysłu na istocie samej rzeczy. Wszystko to prowadzone jest przez łaskę Bożą i kieruje ku prawdziwej mądrości. Sama idea internetu oraz sposób jego funkcjonowania odwraca ten proces.

Każda strona www posiada odsyłacze do kolejnych stron — gdyby tak nie było, internet przestałby być tym, czym jest. Umysł nie jest więc w stanie na czymkolwiek skoncentrować się, ani też nie jest do tego zachęcany. Użytkownik powinien po prostu surfować, coraz dalej i dalej. Już sam fakt istnienia odsyłaczy stanowi przyznanie, że to co macie w danej chwili przed oczyma nie stanowi pełni prawdy, nie posiada stałej wartości. Wystarcza jedno kliknięcie, by bieżące treści znikły — nawet jeśli byłyby to katolickie prawdy — i zostały zastąpione przez coś innego, bardziej pociągającego.

 

Internet przekazuje obrazy i treści nietrwałe

 

Wyznawana przez niektórych ludzi teoria, że dostęp do internetu niczym nie różni się od dostępu do biblioteki, jest wątpliwa. Jest faktem, że istnieje oczywista różnica między czytaniem z ekranu, a lekturą książki. Z samej swej natury książka jest bytem stałym i niezmiennym, co skłania czytelnika do wiary, że wyrażane w niej idee posiadają nieprzemijającą wartość. Posiadają one jasno określone znaczenie, czego nie da się powiedzieć o informacjach, jakie znaleźć można w sieci.

Czytając tekst książki, nie można nagle uciec od jej treści, jak to ma miejsce w przypadku surfowania po internecie, gdzie w konsekwencji wyobraźnia nie musi podążać za treścią, jak to jest podczas lektury książki. Zazwyczaj sama monotonia czarnych liter na białym papierze zmusza wyobraźnię do działania. Ponadto w książce nie ma pojawiających się co chwila banerów reklamowych, ani zmieniających się grafik.

Skoro wyobraźnię ludzką pobudza pisany tekst, wobec tego automatycznie uruchamiany jest proces medytacji i analizy przedstawianej treści. Tym, którzy chcieliby zakwestionować to twierdzenie, moglibyśmy zadać pytanie oparte na codziennym doświadczeniu. Kto wydaje się być bardziej skłonny do refleksji: zapalony czytelnik czy użytkownik internetu? Czy prawdę można przyswoić sobie podczas trzyminutowej sesji? Reakcją św. Augustyna na wezwanie „Bierz i czytaj”, było jego nawrócenie. Trudno jednak wyobrazić sobie podobną przemianę w odpowiedzi na słowa: „Kliknij i czytaj!”.

Co więcej, gdy podczas czytania tekstu zaangażowana jest wyobraźnia człowieka, to obrazy pojawiające się pod wpływem lektury w umyśle, wywierają subtelny wpływ na jego życie. Innymi słowy, zaczyna on odnosić daną przypowieść czy pouczenie do siebie i swojej sytuacji. Obrazy i teksty prezentowane za pośrednictwem internetu są zazwyczaj tak krzykliwe i nietrwałe, że nie można odnieść z nich jakiejkolwiek duchowej korzyści. Zaś obrazy wywoływane przez tekst łączą się i wiążą z obrazami z przeszłości; i wspólnie z nimi pomagają człowiekowi kształtować przyszłe działania.

 

Za: „The Angelus", luty 2000 tłum. Tomasz Maszczyk; „Zawsze Wierni”, nr 5/2013 (168)

 

Komentarz Teofila: Kościół nigdy nie był przeciwny postępowi technicznemu, pod warunkiem, że służy on dobru. Ocena moralna środków uzależniona jest od ich celu. Przykładowo Ojciec święty Pius XII w encyklice Miranda prorsus (o kinematografii, radiu i telewizji) omówił korzyści jakie mogłaby odnieść ludzkość dzięki wynalazkom społecznego przekazu (mediom), jednak z zachowaniem katolickich zasad korzystania i pamięcią o zgubnych skutkach używania ich w niewłaściwy sposób i przez niewłaściwych ludzi. Również św. Maksymilian Maria Kolbe pragnął, aby „wszystkie środki, najnowocześniejsze wynalazki ludzkiego umysłu” były stosowane na chwałę Niepokalanej, jednak z zachowaniem ograniczeń moralnych i naturalnych.

   Myślę, że powyższe opinie można by również zastosować do internetu, choć z dużo większą ostrożnością. Warto przyjąć dobre rady ks. Paul’a Robinsona FSSPX z artykułu opublikowanego w tym samym numerze „Zawsze Wierni”:

   „Internet: jeśli korzystanie z niego w domu jest niezbędne, niech odbywa się w sposób publiczny, ograniczony i kontrolowany. Przed osiągnięciem dojrzałości dzieci nie powinny mieć niekontrolowanego dostępu do technologii.

   Życie: prowadźcie prawdziwe życie. Budujcie rzeczywiste relacje z waszymi współmałżonkami, dziećmi, przyjaciółmi. Głębia relacji z Bogiem jest odzwierciedleniem czasu i zaangażowania, jakie poświęcamy ludziom.

   Kultura: czytajcie książki, grajcie na instrumentach i śpiewajcie. Łączcie rozrywkę z edukacją, pamiętając, że zabawa nie powinna was wyjaławiać, ale uwznioślać i ubogacać”.