Fałszywa pokora

Fałszywa pokora ma różne oblicza. Jak odróżnić brak pokory od odwagi i męskiej postawy, niegrzeczność od wyrazistości charakteru, "niewyparzony język" od umiejętności zajmowania głosu w sprawach społecznych? Z jednej strony słyszę głos nawołujący do cichości, powściągliwości, podporządkowania się, nie zwracania innym uwagi, kiedy nikt o to nie prosił. Z drugiej jednak strony głos mówiący, abyśmy byli męscy, wyraziści, konkretni, odważni, bardziej zdecydowani, pewni siebie, umieli wyrazić swoje poglądy, bez przejmowania się co ludzie o mnie pomyślą; głos chcący uformować dojrzałych i solidnych mężczyzn z charakterem, "z jajami", którzy nie chwieją się jak trzcina na wietrze, ale są zdecydowani i zaangażowani, którzy dla obrony wartości i idei nie boją się narazić grupie, nie chcą być "wazeliniarzami" i nie oglądają się na zachowanie "stada", ponieważ nie chcą być jednym z baranów w stadzie, ale po prostu sobą.

Który zatem z tych głosów jest prawdziwym głosem sumienia i rozumu? Zapewne nakładają się tutaj na siebie dwa osądy sumienia, pozornie sprzeczne, między którymi granica jest trudna do dostrzeżenia. To sprawia, że naprawdę nie można wygodzić wszystkim i nie można znaleźć jednej recepty do każdej sytuacji. Bo  też nie chodzi o to, żeby podobać się ludziom i zyskiwać przychylność ludzi, ale żeby podobać się Bogu!

Piszę te słowa, ponieważ ten problem, ten moralny dylemat, wielokrotnie mnie trapił, i niejednokrotnie bywałem niezrozumiany przez moich braci i siostry w wierze katolickiej.

Uważam, że bardzo, bardzo często myli się pokorę z konformizmem. Często hasło pokory i posłuszeństwa bywało używane jako bat przeciwko mnie i moim wypowiedziom, zarówno prywatnym jak i publicznym. Chociaż z drugiej strony zdarzało mi się nie raz  powiedzieć o kilka słów za dużo i kogoś zgorszyć. Tak zwane "ciche i pokorne dusze" – które z nich tak naprawdę są wzorem do naśladowania, które tak naprawdę są pokorne względem Boga i ludzi, a które tylko stwarzają takie pozory, maskę pod którą kryje się zwykłe wygodnictwo, lęk przed opiniami otoczenia, unikanie trudu i narażania się ludziom, czyli konformizm? To jest wielka tajemnica, którą z pewnością zna Bóg. On bada nasze serca i sumienia, przed Nim nic się nie ukryje.

Chciałbym, żeby jakiś mądry ksiądz integrysta podjął poważnie ten temat w kazaniu. Niestety nawet w przypadku księży – również ortodoksyjnych – będziemy mieli pewną dozę subiektywizmu, ponieważ mają oni zróżnicowane charaktery i temperamenty, a przez to inne postrzeganie granic dopuszczalności zachowań w towarzystwie i życiu publicznym.

Tymczasem polecam tekst pewnego blogera, podejmujący ten temat:

http://jednoczmysie.pl/pokora-czy-konformizm/

29.12.2019 r.

Teofil