„Encyklika Piusa XI Quas Primas – nauczanie Kościoła o Królowaniu Chrystusa”

Prezentuję zapis wykładu ks. Edmunda Naujokaitis'a FSSPX wygłoszonego na IV Międzynarodowym Kongresie dla Społecznego Panowania Chrystusa Króla, który odbył się 6 czerwca A. D. 2015 w Poznaniu. W oparciu o encyklikę Quas primas (O królewskiej godności Chrystusa) przedstawił on rozwój kultu Chrystusa Króla w minionych wiekach, przypominając okoliczności które skłoniły papieży do jeszcze dokładniejszego wyłożenia i zaakcentowania nauki o społecznym wymiarze panowania Chrystusa Króla. Przypomniał o tym jak wrogie siły rewolucyjne dążyły do detronizacji Pana Jezusa, poprzez odrzucenie w prawodawstwie cywilnym Przykazań Bożych i Nauczania Kościoła, doprowadzając do rozdziału Kościoła od państwa, aby jego podstawy opierały się na wolnej i ułomnej woli człowieka. Opowiadając o rozwoju kultu Chrystusa Króla, porównywał je do wielu równoległych (np. Miłosierdzia Bożego lub Najdroższej Krwi) dowodząc, że mają wspólny korzeń w kulcie Najświętszego Serca Pana Jezusa. I w tenże sposób Ksiądz-prelegent dotarł do najbardziej drażliwego punktu konferencji. Podjął sporny temat spędzający sen z powiek środowiskom ortodoksyjnym i „intronizacyjnym”; do tej pory słabo lub nieprofesjonalnie poruszany, na którego wyjaśnienie czekało wielu katolików. Chodzi o to, czy należy dokonać Intronizacji Najświętszego Serca Pana Jezusa czy Intronizacji Chrystusa Króla. Dobra lektura na miesiąc czerwiec, poświęcony kultowi Najświętszego Serca Pana Jezusa.

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Ekscelencjo, Czcigodni współbracia w kapłaństwie, Szanowni Państwo!

W grudniu bieżącego roku będziemy obchodzili 90. rocznicę ogłoszenia przez Piusa XI encykliki Quas primas o królewskiej godności Chrystusa. Oczywiście dokument ten jest Magna Carta Ruchu Intronizacji Jezusa Chrystusa Króla Polski. Już podczas 1. Kongresu dla Społecznego Panowania Chrystusa Króla, ojciec Benedykt Huculak przedstawił ten dokument i oczywiście we wszystkich wykładach tych kongresów kolejnych były poruszane te tematy, cytowane teksty z encykliki, więc trudno coś powiedzieć. Poprzedni wykład ks. Pavana był poświęcony św. Tomaszowi, ale też wiele cytatów mieliśmy z tej encykliki. W tej encyklice Ojciec Święty nie tylko rozprawiał o królewskiej godności Jezusa Chrystusa, co jest prawdą, bezpośrednio z Pisma Świętego, ale też ogłosił wprowadzenie nowego święta liturgicznego Chrystusa Króla. Więc mamy dwa momenty. Można rozróżnić: odwieczna prawda i święto, które powstało. Każde święto jest aktem kultu, a więc intencją papieża było wzmocnienie nabożeństwa i czci do naszego Pana jako króla władz, osób i społeczeństw ludzkich, jako władcy nieba i ziemi. Mówiąc o historii encykliki Quas primas należy na początku już podkreślić, że to nabożeństwo do Chrystusa Króla wyrosło w sposób naturalny z wcześniejszego kultu do Najświętszego Serca Pana Jezusa. Można nawet powiedzieć, że wszystkie różne nabożeństwa w czasach najnowszych to są jakby z tego jednego kultu do Najświętszego Serca z objawienia do Małgorzaty Marii Alacoque.

Na przykład odmianą tego kultu można nazwać nabożeństwo do Miłosierdzia Bożego św. Siostry Faustyny. To samo dotyczy Nabożeństwa do Najświętszego Oblicza Pana Jezusa propagowanego przez bł. siostrę Marię Pierinę de Micheli.

Z kultu Najświętszego Serca wywodzi się również historycznie Nabożeństwo do Chrystusa Króla. Więc teraz trochę takiej historii.

Wszyscy znamy tę historię – Pan Jezus zażądał od św. Marii Małgorzaty Alacoque, żeby król Francji, Ludwik XIV, wraz z rodziną i całym dworem poświęcił się Najświętszemu Sercu Pana Jezusa. Tak więc od razu było przesłanie polityczne do władcy tego państwa. Król tego nie zrobił i dokładnie 100 lat później wybuchła Rewolucja Francuska. I nie jakiś inny symbol, ale czerwone Serce Jezusa z napisem: Dieu le Roi stało się godłem powstańców Wandei – wybitnie politycznego dzieła.

Kultem tym od początku opiekowali się Jezuici. I naturalne było połączenie adoracji Najświętszego Serca z tymi monumentalnymi obrazami z Ćwiczeń Duchownych św. Ignacego. Znamy to rozważanie o dwóch sztandarach – sztandar Króla, wołanie Króla ziemskiego i odwiecznego. Więc Serce Jezusa stało się od początku mocną bronią na polach bitew wszystkich czasów Kontrreformacji, potem przeciw jansenizmowi, a potem o przetrwanie katolicyzmu w czasach rewolucyjnych.

Nadchodzi rok 1861. Ojciec jezuita Ramière, który był przewodniczącym Apostolstwa Modlitwy założył czasopismo Posłaniec Serca Jezusa. Ksiądz Ramière jako pierwszy głosił społeczne królowanie Jezusa Chrystusa. Widzimy to mocne wtargnięcie Najświętszego Serca w dyskusję o najważniejszych sprawach społecznopolitycznych nowoczesności.

W 1856 roku, bł. papież Pius IX, ustanowił uroczystość Najświętszego Serca Jezusa. W następnym roku, ksiądz Leonardo Cross zorganizował Milicję Papieża jako akcję dla uczniów szkół katolickich, zachwyconych militarną działalnością żuawów papieskich (to są oddziały piechoty broniące państwa kościelnego przed królem Włoch Emanuelem II. Żuawi papiescy bywają określani mianem ostatnich krzyżowców. Milicja papieża pomagała żuawom duchowo przez modlitwy i Komunię św. wynagradzającą. Bezpośrednio do mobilizacji młodzieży używano Serca Jezusa jako serca królewskiego w walce o prawa Kościoła, prawa polityczne.

To dzieło w 1915 roku zostało przekształcone w Krucjatę Eucharystyczną Dzieci. Ta potężna organizacja miała wielki wpływ na wychowanie młodzieży.

W 1871 roku wybuchła Komuna Paryska – zwiastun przyszłego potopu komunistycznego na całym świecie. Wstrząs spowodowany tą komuną na katolików zaktualizował tę ideę ojca Ramière o społecznym królowaniu Jezusa.

W 1875 roku zaczęto budować Bazylikę Sacre Coeur na Montmartre w Paryżu, która była nie tylko sanktuarium Serca Jezusa, ale symbolem politycznym, symbolem wynagrodzenia Francji za zbrodnie komuny. W obecnym czasie jest to symbol Tradycji na całym świecie, ponieważ największą imprezą tradycji jest pielgrzymka.

Wszyscy znamy historię Cristeros. Serce Jezusa, Królestwo Chrystusa jako broń polityczna.

Obok Ojca Ramière czołową postacią z naszej historii jest baron Aleksis de Rostov. To jest arystokrata hiszpański pochodzenia rosyjskiego, osobisty przyjaciel papieży: Piusa IX i Leona XIII. Krótko zacytuję streszczenie artykułu ks. Janusza Królikowskiego na ten temat:

W młodości (…) zajmował pozycje liberalne, ale potem nawrócił się, porzucił dyplomację, w której służbie pozostawał głęboko nieusatysfakcjonowany i zajął się szerzeniem społecznego królestwa Jezusa Chrystusa.

Po wprowadzeniu rozdziału między Kościołem a Państwem w Hiszpanii, zaczął podkreślać znaczenie polityczno-społeczne kultu Serca Jezusa. Widząc nieporządek w ówczesnym świecie, będący owocem zmowy liberalno-protestanckiej, wskazał jako jedyną drogę ocalenia powrót do królewskiej władzy Chrystusa za pośrednictwem Kościoła. Opublikował książkę Chrystus króluje – jedyne zbawcze wołanie dla Hiszpanii, jedyne zbawcze wołanie dla Europy, jedyne zbawcze wołanie dla świata.

Dla niego Paray-le-Monial, stolica kultu Serca Jezusa stała się stolicą głoszenia królewskości Jezusa Chrystusa.

Założył on Stowarzyszenie Społecznego Królestwa Jezusa Chrystusa, które było uznane przez papieża Leona XIII.

W 1863 roku baron podjął współpracę z włoskim jezuitą Giovanni Marie Salo Solaro, który został w Rzymie orędownikiem wprowadzenia osobnego święta ku czci Chrystusa Króla. Widzimy więc , bezpośrednio, historycznie, z Paray-le-Monial od Ojca Solaro przychodzi ta idea królowania Chrystusa do Rzymu. Za sprawą ojca Solaro było wprowadzone święto Chrystusa Króla.

Mamy następną postać – Bł. Siostrę Marię od Boskiego Serca. Hrabina Maria Drozdek zu Vischering. To ona w latach 1898-1900 posyłała listy do Leona XIII z gorącą prośbą o poświęcenie świata Najświętszemu Sercu Jezusowemu. Gdy ona zmarła w tamtym roku 8 czerwca, za trzy dni Leon XIII dokonał Aktu Poświęcenia Świata według encykliki Annum sacrum. Ta encyklika papieża Leona rozpoznaje głębokie związki między doktryną, społeczną królewskością Chrystusa a kultem Najświętszego Serca Pana Jezusa.

Od dokumentu Annum sacrum poprzez encyklikę Piusa XI Ubi arcano w 1922 roku już wiedzie prosta droga do naszej encykliki Quas primas. Tekst tej encykliki opracował wybitny teolog neotomista, profesor z Angelicum Eduard Hugon, dominikanin.

Encyklika Quas primas wywarła wpływ na myśl i praktykę katolicyzmu w tym okresie międzywojennym na całym świecie, również na sztukę kościelną, na ruch liturgiczny, na działalność Akcji Katolickiej. To wszystko było pod sztandarem Chrystusa Króla. Mógłby to być odrębny wykład.

Można wymienić przykład tych wpływów tj. Ruch Młodzieży w Niemczech i w Austrii, kontynuowany obecnie przez wiernych bractwa w krajach niemieckojęzycznych. Od początku XX wieku swoją główną uroczystość obchodził w niedzielę Trójcy Przenajświętszej. W 1935 roku naziści ograniczyli działalność organizacji katolickich a w niedzielę wprowadzili Święto Sportu, żeby odciągnąć młodzież od uroczystości. Dlatego przeniesiono główne święto Ruchu Młodzieży na niedzielę Chrystusa Króla. Monogram Chrystusa CHIRO stał się katolickim symbolem sprzeciwu przeciw swastyce.

W ten sposób widzimy, jak kult Chrystusa Króla rzeczywiście mobilizował katolików do demonstracji antynazistowskiej. W swojej encyklice Ojciec Święty wyraża nastrój bardzo optymistyczny. Wielu z tych, co wzgardziwszy panowaniem Odkupiciela stało się jak gdyby wygnańcami z Jego królestwa. Przygotowują się i dojrzewają do obowiązku posłuszeństwa. Tak więc widzi on wielką przyszłość dla swojej encykliki.

Nie bacząc na tą ogromną energię, którą wyzwoliła idea naśladowania Chrystusa Króla, która bez wątpienia pomagała do zbawienia niezliczonych dusz, trzeba niestety przyznać, że ten ruch do idei Chrystusa Króla nie potrwał długo. Oczywiście ma tu wpływ cały proces sekularyzacji, ale też niewątpliwie w tym czasie była konkurencja ruchów faszystowskich w całej Europie i wielu katolików zostało przyciągniętych przez idee faszystowskie, myśląc że to jest bardziej skuteczne przeciwko komunizmowi i liberalizmowi. W ten sposób faszyzm przyczynił się do tego, że Quas primas nie była tak skuteczna, jak była pomyślana.

Przechodzimy do Soboru Watykańskiego II, który w ogóle przemilczał kwestię królewskości Chrystusa – po prostu nie mówi o tej kwestii.

Po soborze, papież Paweł VI wprowadził nowy kalendarz liturgiczny – ks. Jochemczyk już o tym mówił – o zmianie sensu tego święta. Pomysłodawcą tej zmiany był ojciec Yves Congar, dominikanin. Jego teologia to wypędzenie Chrystusa Króla w zaświaty, jak to mówi ks. prof. Bartnik, żeby był królem galaktyk albo przestrzeni między planetami. Teraz mamy święto Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata a nie konkretnej społeczności ludzkiej, nie tej rzeczywistości na naszej ziemi. Symbolem tej klęski Quas primas może być pewien kościół w Paryżu. W latach 1926-29 mniszka benedyktyńska Maria od Chrystusa Króla miała doświadczenia mistyczne. Podczas nich Chrystus objawiał się jej jako Król i zostawił jej zadanie propagowania swojej królewskości i także prosił ją, aby zbudowano sanktuarium w hołdzie Jemu jako Chrystusowi Królowi. Tak więc mamy sanktuarium Chrystusa Króla, które zostało wybudowane w Paryżu w latach 1935-40. Konsekrowano ten kościół już po wojnie. Kościół ten nie przetrwał długo – został w 1977 roku zburzony przez władze Paryża, żeby zrobić miejsce dla budynków paryskiego Panteonu. A więc to był naprawdę koniec – odtąd nie ma mowy o Chrystusie Królu.

To była taka krótka historia. Ksiądz Janusz Królikowski bardzo szczegółowo to opisuje.

Teraz kilka pytań bardziej praktycznych – zastosowanie Quas primas.

Co teraz robić z Quas primas? Z królewskością Pana Jezusa Chrystusa?

Mamy w Polsce Ruch Intronizacji Jezusa Chrystusa Króla Polski. Co sądzi na ten temat Bractwo św. Piusa X w Polsce?

Jak wiadomo Bractwo nigdy nie wypowiedziało się publicznie na temat.

Moja dzisiejsza prelekcja nie jest również oficjalnym stanowiskiem. To stanowisko nie zostało jeszcze sformułowane. Należy jednak powiedzieć, że kapłani Bractwa w Polsce są żywo zainteresowani tą sprawą i poszukują dróg do rozmowy na ten temat ze wszystkimi środowiskami ruchu intronizacji. Chcemy dyskutować na ten temat, jak to urzeczywistnić. Bez żadnej wątpliwości przyznajemy, że inicjatorem tego ruchu w Polsce jest ks. Tadeusz Kiersztyn, staraniem którego i jego środowiska zawdzięczamy pomyślne rozpoczęcie procesu beatyfikacji Służebnicy Bożej Rozalii Celakówny. To ksiądz Kiersztyn, jako pierwszy, przełamał tabu milczenia i skutecznie rozpowszechnił w szerszych kręgach wiernych, w tym w kościele posoborowym, świadomość, że Pan Jezus Chrystus jest królem nie tylko w Kościele, nie tylko w zakrystii, w życiu duchowym czy w eschatologii, ale również w życiu społecznym, publicznym i państwowym. To jest wielka zasługa tego kapłana. (oklaski)

Społeczne królowanie Chrystusa Pana to przewodnia myśl księdza Kiersztyna. Królowanie to było również jedną z najważniejszych spraw założyciela naszego zgromadzenia abpa Marcela Lefebvre w jego przeciwstawieniu się kryzysowi w Kościele. (oklaski)

Ksiądz Kiersztyn na pewno czytał książkę arcybiskupa pt. oni Jego zdetronizowali poświęconej temu zagadnieniu. W swej broszurce Czas Króla ksiądz bardzo wyraźnie pisze, że zacytuję:

W przeddzień zamknięcia Soboru Watykańskiego II zatwierdzona została przez papieża Pawła VI soborowa deklaracja o wolności religijnej Dignitatis humanae. Ostatecznie zatwierdzona w konsekwencji doprowadziła do ostrego konfliktu papieża Jana Pawła II z arcybiskupem Marcelem Lefebvre, który istotę tego sporu zawarł w słowach:

II Sobór Watykański zdetronizował naszego Pana. My natomiast chcemy pozostać wierni naszemu Panu Królowi i Władcy całego świata.

Ten akt prawny detronizujący Pana Jezusa, a podpisany również przez polskich biskupów, wymusza dziś postawę obronną wobec żądań katolików świeckich i niektórych duchownych o intronizację Jezusa na Króla Polski lub przynajmniej o nadanie Mu tytułu JEZUS KRÓL POLSKI. (oklaski)

Ksiądz Kiersztyn bardzo dobrze rozumiał, o co chodzi. Teraz tylko możemy zwrócić uwagę właśnie na taki problem, który wychodzi z całej tej prehistorii Quas primas. Mówimy o stosunku Chrystusa Króla do kultu Najświętszego Serca Pana Jezusa.

Już mówiliśmy, że jeśli prawda dogmatyczna o królewskiej godności i społecznym panowaniu opiera się bezpośrednio o objawienie Boże i Magisterium Kościoła, to kult, nabożeństwo do Chrystusa Króla powstało z powodu Najświętszego Serca Pana Jezusa i zawsze pozostało ściśle związane z Nim.

A więc, zarówno kult do Najświętszego Serca jak i do Chrystusa Króla obejmują w sposób harmonijny oba te aspekty – i wewnętrzny i zewnętrzny, i dewocyjno-mistyczny i społeczny, indywidualny i wspólnotowy. Tak więc nie można podzielić funkcji Serca Pana Jezusa, że jest tylko w życiu prywatnym ludzi a Chrystus Król ma jakąś rolę społeczną.

Widzimy, że cała historia tych kultów coś innego nam mówi. Właśnie przeczytałem wyznanie z przeżyć wewnętrznych Służebnicy Rozalii Celakówny postulatora w procesie beatyfikacyjnym Ewy Wieczorek pt. Służebnica Boża Rozalia Celakówna – życie i misja, w której pani doktor przedstawia stanowisko ks. Kiersztyna. Przyznaje, że nie znalazła w wyznaniach Rozalii Celakównej wzmianki, że Pan Jezus w swoich objawieniach żądałby od niej intronizacji Chrystusa Króla konkretnie a nie intronizacji Najświętszego Serca.

Oczywiste jest, że idea królewskości przebija się w każdej stronie wyznań. To jest oczywiste, ale w taki sam sposób, jak przebija się ona ze wszystkich tekstów ojca Ramière, ojca Solaro, papieża Leona XIII albo Piusa XI, mówiącym o Najświętszym Sercu Pana Jezusa. Więc nie jest tak bardzo przekonująca argumentacja Pani Wieczorek, że dopiero teraz, jako pierwsi, poprawnie zrozumieli to orędzie Pana Jezusa do Rozalii, że to dopiero ks. Kiersztyn wytłumaczył to, czego nie zrozumiała ani sama mistyczka ani jej ojciec duchowny Zygmunt ani jej orędownik generał Paulinów ojciec Pius Przeździecki.

Wszyscy oni mówią o intronizacji Serca Jezusowego.

To jest oczywiste z ich tekstów. Jak mówiłem, główną intencją ks. Kiersztyna było ustalenie prawdziwej natury królowania Chrystusa, że Chrystus powinien być społecznym królem narodów i państw i konkretnie Królem Polski – nie jakimś duchowo-eschatologicznym królem jednostek albo wszechświata. A dlaczego za strategię w tym dziele obrano kontrowanie kultu Najświętszego Serca z kultem Chrystusa Króla, jakby była jakaś sprzeczność między nimi? Widzimy z całej historii i tekstów papieży, że nie ma takiej sprzeczności.

A więc to, co można rozróżniać, rozróżnienie, dystynkcjo, to nie jest to samo co rozdzielenie, separacja tych kultów. Cała historia zaprzecza takiemu rozdzielaniu. Tak więc akcentowanie tego, to nie jest, moim zdaniem, dobra taktyka w tej naszej walce.

Proszę przeczytać książkę oni Jego zdetronizowali. Mówi tu abp Lefebvre o treści detronizacji i ponownej intronizacji Chrystusa Króla. Chodzi o res, rzecz, treść a nie tylko o obrządki intronizacyjne, symbole, formy, jakieś groteskowe rozróżniki. Oczywiście symbole są bardzo ważne. Chcę to podkreślić. Symbol to nie jest pusta rzecz – trzeba bronić krzyża. Mieliśmy wiele przykładów. Trzeba bronić tych symboli, ale najważniejsza jest rzeczywistość wyrażana przez te symbole.

Do tego rzeczywistego królowania Chrystusa Pana możemy dążyć różnymi drogami. Te wszystkie drogi są bardzo dobre. Jest Intronizacja Najświętszego Serca Jezusa według pism Rozalii Celakównej. Inna droga to Intronizacja Chrystusa Króla. Bardzo dobrą inicjatywą jest poświęcenie Polski Niepokalanemu Sercu Maryi według wskazówek Matki Bożej Fatimskiej. Inna droga przez rozszerzenie Milicji Niepokalanej św. Maksymiliana Kolbe. We wszystkich tych drogach nie ma żadnej sprzeczności, nie ma konkurencji między nimi. A więc, jest najważniejsze żeby Chrystus królował naprawdę, w jakiś sposób, w jakiejś mierze.

Nieuzasadniony jest argument, że nabożeństwo do Najświętszego Serca Jezusa jest czysto dewocyjne bez skutków społecznych ani państwowych. Fakt, że tak to rozumieją np. polscy jezuici, prowadzący Dzieło Osobistego Poświęcenia się Najświętszemu Sercu Jezusowemu, pokazuje tylko ogólne tendencje modernistyczne, prywatyzujące religię, ale nie dotyczą one tradycyjnego rozumienia kultu Serca Jezusowego. Trzeba to rozróżnić.

Albo drugi argument. Kult Chrystusa Króla jest skierowany do Osoby Chrystusa a kult Najświętszego Serca Jezusa do jednego z Jego organów, to jest do Serca, które symbolizuje jedną z cnót Chrystusa – Jego miłość. Jest taki argument. Ale trzeba wiedzieć, że choć bezpośrednim przedmiotem tego kultu jest cielesny organ – Serce Jezusa – to, jak podkreślają wszyscy komentatorzy, teologowie tego kultu Serca Jezusowego, pośrednim i głównym celem tego kultu jest nie jakaś abstrakcyjna miłość Chrystusa jako afekt tego serca lub cnota miłości, ale sama miłująca Osoba Chrystusa. To jest najważniejsze. Wyraz „serce” w języku biblijnym oznacza, między innymi, najgłębszą istotę osoby, ośrodek jej wszystkich myśli i intencji a więc samą osobę. Jak wiemy, św. Jan powiedział:

Bóg jest miłością.

Jest miłością – to znaczy Osoba Chrystusa jest manifestacją wcielenia tej miłości poprzez Jego Serce. I dlatego wszystkie modlitwy, teksty papieża w tym samym zdaniu zwracają się i do Serca Jezusa i do Osoby Jezusa, nie robiąc żadnej separacji między tymi prawdami.

Najbardziej znane obrazy Chrystusa Króla przedstawiają króla z sercem.

Papież Leon XIII w Annum sacrum głosi, że poświęcenie świata Najświętszemu Sercu Jezusa będzie najpełniejszym i najlepszym wyrazem hołdu, który się należy w zupełności Jezusowi Chrystusowi jako Najwyższemu Władcy i Panu. Następnie drugi passus o Chrystusie Królu i potem papież mówi:

Poświęcenie zaś takie nie jest niczym innym jak oddaniem się Jezusowi Chrystusowi, ponieważ wszelki objaw czci, hołdu i miłości względem Bożego Serca odnosi się w rzeczywistości do Osoby samego Chrystusa.

To są słowa Leona XIII. A więc nie możemy wymyślać jakiejś teologii niezgodnej z tym nauczaniem Kościoła.

Chrystus jest najpierw królem serc – to podkreśla Quas primas. I tylko przez przyciągnięcie serc ludzkich do swego Serca może On urzeczywistniać swe królowanie społeczne. Nie jest to żaden sentymentalizm tylko doświadczenie z całej historii Kościoła – żadne katolickie ruchy lub struktury społeczne, polityczne, żadne instrumenty prawne nie mogą tworzyć królestwa Chrystusowego na ziemi, jeśli brak wewnętrznego nawrócenia serc ludzkich, żywej wiary, żywego praktykowania cnót nadprzyrodzonych. A więc to nabożeństwo do Serca Jezusowego przyciąga do Serca miłującego i przyciąga w tym samym stopniu do Osoby Króla. I przez to Pan Jezus króluje jako Król serc, nie tylko w sensie indywidualnym, ale jako król społeczeństw, państw i całej rzeczywistości ziemskiej.

W 1. liście św. Jana Apostoła czytamy:

Każdy zaś duch, który nie uznaje Jezusa, nie jest z Boga. To jest duch antychrysta, który nadchodzi i już teraz przebywa na świecie.

Duch, który od czasu Jezusa Chrystusa do dzisiaj jest na świecie. I teraz te słowa: Każdy duch, który nie uznaje Jezusa – w Wulgacie, w tekście łacińskim Pisma Świętego – który rozwiązuje, rozdziela albo rozłącza Jezusa. To znaczy, że herezje wszystkich czasów w najgłębszej istocie zmierzają do tego samego – do rozwiązania unii hipostatycznej, która łączy naturę ludzką i boską w Osobie Jezusa Chrystusa. Chodzi o rozłączenie Boga i Stworzenia, rozłączenie Wiary i Rozumu, jak mówi nazwa tej fundacji Fides-et-Ratio, rozwiązanie ducha i materii – to jest manicheizm we wszystkich formach, albo czystej łaski od dzieł ludzkich to jest sola gratia luteranów, Kościoła i Państwa jak w liberalizmie, itd. A więc duch Antychrysta rozwiązuje Jezusa Chrystusa. W Quas primas papież pisze, że encyklika przypada w 1300. rocznicę Soboru Nicejskiego, który potwierdził prawdę unii hipostatycznej, prawdę Wcielenia Syna Bożego. A więc w swoim dokumencie nawiązuje do tej najważniejszej sprawy unii hipostatycznej bóstwa i człowieczeństwa w Jezusie Chrystusie.

Chrystus jest Królem z prawa natury i z prawa nabytego. Z prawa natury jest Królem dzięki temu zjednoczeniu osobistemu, dzięki unii hipostatycznej. Władza jego opiera się na tym przedziwnym zjednoczeniu, które zwiemy hipostatycznym. Stąd wniosek, że Chrystusowi należy się uwielbienie od ludzi i od aniołów, nie tylko jako Bogu lecz zarazem aniołowie i ludzie maja być posłuszni i ulegli Jego władzy jako Człowieka, mianowicie iż na mocy zjednoczenia hipostatycznego Chrystus panuje nad całym stworzeniem, nie tylko nad jednostkami lecz również nad społeczeństwem.

Możemy więc stwierdzić, iż najnowszą i najgroźniejszą postacią tego ducha, który rozwiązuje Jezusa, który oddziela Chrystusa Króla od rzeczywistości ziemskich, wypędza Go w zaświaty, jest właśnie ta ideologia wolności religijnej proklamowana w soborowej deklaracji Dignitatis humanae z 1965 roku. Jest ona Aktem Uroczystej Detronizacji Chrystusa Króla – jak to zrozumiał ks. Kiersztyn – aktem uznania liberalnego oddzielenia Kościoła i Państwa, spraw religijnych i społeczno-politycznych.

I nie mogą tego konfliktu załagodzić żadne wyrafinowane spekulacje – dzielenie włosa na czworo – jakie znajdujemy u współczesnych apologetów Dignitatis humanae.

Mieliśmy cały numer czasopisma Christianitas w 2012 roku poświęcony scholastycznej analizie Dignitatis humanae, która niczego nie może udowodnić, ponieważ contra factum non est argumentum. Nie ma argumentów przeciw faktom. Cała rzeczywistość współczesnych stosunków Kościoła i Państwa, cała nowa polityka konkordatowa, zgoda z całkowitą laicyzacją wszystkich dziedzin życia publicznego, odmówienie każdego przeciwdziałania w rozszerzaniu sekt, są po prostu pogodzeniem się z nieuniknionym procesem sekularyzacji, są bezpośrednim skutkiem idei wolności religijnej. To są rzeczywiste owoce Dignitatis humanae.

Przeciwstawianie się abpa Lefebvre doktrynie wolności religijnej.

Chodzi nie o uparte trzymanie się jakiejś drugorzędnej historycznie uwarunkowanej tezy. Można powiedzieć CHODZI O WSZYSTKO – o przetrwanie katolicyzmu w przestrzeni rzeczywistości ziemskiej.

PROKLAMACJA WOLNOŚCI RELIGIJNEJ JEST DOSŁOWNIE AKTEM SAMOBÓJSTWA KOŚCIOŁA, oddzieleniem duszy od ciała, prawdy religijnej od rzeczywistości ziemskiej. W Dignitais humanae nr 2 czytamy:

Obecny Sobór Watykański oświadcza, iż osoba ludzka ma prawo do wolności religijnej. Wszyscy ludzie powinni być wolni od przymusu ze strony czy to poszczególnych ludzi czy to zbiorowisk społecznych i jakiejkolwiek władzy ludzkiej, tak aby w sprawach religijnych nikogo nie przymuszano do działania wbrew jego sumieniu.

Ten tekst – nie jakieś jego interpretacje albo zła hermeneutyka – nie jest oparty na wcześniejszym nauczaniu Kościoła ani na Piśmie Świętym. Jest on po prosu NOWĄ DOKTRYNĄ – deklaracją, która jest bezpodstawna.

Jeśli osoba ludzka ma takie prawo wolności od przymusu zewnętrznego w swych stosunkach do władzy państwowej w dziedzinie cywilnej, to dlaczego nie w forum wewnątrzkościelnym – nie w stosunku do władzy Kościoła? Przecież czytamy w tekście: zbiorowisk społecznych i jakiejkolwiek władzy ludzkiej a więc też władzy w Kościele.

Jeśli ma takie prawo w dziedzinie tak intymnej jak religia, to tym bardziej w dziedzinie moralności, w przypadkach, kiedy jego postępowanie i sądy nie zagrażają bezpośrednio porządkowi publicznemu, jak to jest np. w przypadku antykoncepcji i zachowań homoseksualnych i tak dalej. Przecież mówią: To nie burzy miru publicznego, a więc dlaczego zabraniać ludziom to coś? Dlaczego ingerować w te sprawy? Dlaczego papież lub biskup pod groźbą kar kanonicznych mogą stosować przymus moralny, mający też konsekwencje zewnętrzne, tak jak utrata posad koś cielnych do osoby heretyka, który mówi: Jestem katolikiem, jestem w Kościele katolickim, głoszę swoje przekonania wewnętrzne. Jeśli jakakolwiek władza nie może przeszkadzać temu, to też władza kościelna. Nie ma żadnych rozsądnych argumentów obrony sztucznego zawężania zasady wolności religijnej do samego kultu lub do stosunku religii osób do państwa. Też w stosunku do wszystkich innych społeczności. Widzimy tu logiczną kontynuację tego samego toku myślenia. Dignitatis humanae przeciwstawia się jakiemukolwiek wykluczeniu, tzw. dyskryminacji „wierzących inaczej” tzn. heretyków. Dzisiejsi biskupi pod przewodnictwem kardynała Kaspera przeciwstawiają się dyskryminacji „miłujących się inaczej” albo tworzących odmienne modele małżeństwa i tak dalej. A więc ten sam tok myślenia logicznie idzie dalej. I to jest zaprogramowane w Dignitatis humanae.

Jeśli jest wolność w sprawach, które nie burzą miru publicznego to RÓBTA, CO CHCETA we wszystkich innych sprawach. To jest zaprzeczeniem całej chrześcijańskiej etyki społecznej.

Jeśli przyznajemy w ogóle potrzebę społeczności, która nie może zaistnieć i funkcjonować bez trwałej władzy, musimy też przyznać wszystkie naturalne konieczne funkcje każdej władzy, czy to w Państwie czy w Kościele, w tym władzy przymusu i ukarania. To znaczy bez tego władza traci charakter obowiązkowości i przymuszoności w ogóle. Bez tych funkcji każda władza, czy kościelna czy cywilna nie ma sensu. Społeczność ta staje się klubem dyskusyjnym, luźnym ruchem lub zbiorowiskiem ludzi opartym na zmianie wzajemnej sympatii ludzi. To nie jest już społeczność prawna. Tak jest ze społecznością kościelną i społecznością cywilną i państwem. Prawdziwa religia stanowi fundament dobra wspólnego państwa – jej podtrzymywanie i obrona jest pierwszą powinnością rządzących. Takie było nauczanie Kościoła we wszystkich czasach.

Nie mamy czasu na rozwinięcie krytyki wolności religijnej. Mamy książkę arcybiskupa oni Jego zdetronizowali, mamy wszystkie inne publikacje. Chcemy tylko zwrócić uwagę na pewne aktualne niebezpieczeństwo dla katolików konserwatywnych i tradycyjnych w Polsce w naszych okolicznościach bezpośrednich. Jest ono bezpośrednio związane z naszym tematem królewskości Chrystusa Króla.

Chodzi o obecnie bardzo popularne w kręgach prawicowych hasło WOLNOŚCIOWIEC. Wielu polityków przedstawia się jako katolicy, narodowcy, konserwatyści i tak dalej i w tym samym zdaniu WOLNOŚCIOWCAMI. Co o tym myśleć?

Bronią wolności osób w obliczu wszechobecnego państwa. Oczywiście wolnościowcy są, jak wiadomo, przeciwnikami przesadnej, niewłaściwej ingerencji państwa oraz instytucji unijnych w życie prywatne człowieka. Są przeciwnikami wybujałej biurokracji, centralizacji, inwigilacji, redystrybucji dóbr poprzez coraz większe opodatkowanie, które rujnuje biznes, i tak dalej. I nie ma nikogo wśród nas, kto nie popiera tego sprzeciwu. W tym sensie, oczywiście. To jest sprawa paląca. Problem polega na tym, że bardzo często wpada się w skrajność, w absolutyzację wolności i to wolności indywidualnej. To znaczy, walcząc z tym obecnym kolektywizmem, socjalizmem w państwach oraz w unii, wpada się w skrajność – indywidualizm – jakby nie istniała cała myśl katolicka trzymająca się zdrowego środka. A więc nie możemy mówić o wolności bez całego kontekstu. Nie możemy wyrwać wolności z kontekstu całej społecznej doktryny katolickiej. I dlatego wielu wolnościowców nic nie mówi o dobru wspólnym, o obowiązkach ludzi zbiorowości względem tego dobra wspólnego, o tym że państwo jako społeczność doskonała i wypływająca z natury społecznej człowieka, nie jest niejakim złem nieuniknionym, ale najwyższym realizatorem tego dobra wspólnego. I to nie jest tylko nauczanie chrześcijańskie. To było już w czasach antycznych.

Już Arystoteles mówi o celu całej społeczności, co określa mianem dobre życie. Państwo jest najwyższym realizatorem tego dobrego życia dla wszystkich.

Przyznaje się państwu wyłącznie rolę „nocnego stróża”. To nie jest katolickie, to znaczy jakby państwo to było tylko policja, sądownictwo i armia. To znaczy rola czysto negatywna, nie mówiąc o obowiązkach państwa we wszystkich dziedzinach dotyczących dobra wspólnego. To jest trochę przesada. Nie możemy w tym sensie głosić wolności.

Albo bronić niczym nie skrępowanej wolności zatomizowanych indywiduów a nie wolności ciał społecznych, to znaczy WOLNOŚCI OD a nie WOLNOŚCI DO czegoś – wolności abstrakcyjnej a nie konkretnej. Jakby nie istniała bogata myśl konserwatywna i tradycjonalistyczna o ciałach pośrednich między osobą i rodziną a państwem, takich jak samorządy miast i regionów, samorządy różnych korporacji, jak to było wcześniej: stanowych, zawodowych albo uniwersytetów, roli społecznej zakonów, bractw i innych zrzeszeń religijnych, które miały też bardzo wielki wpływ socjalny.

A więc prawdziwa wolność, o którą walczyli zawsze katolicy na przestrzeni wieków przeciw absolutyzmowi państwa, to była wolność tych ciał pośrednich, tych społeczności pośrednich. Coś takiego musieli zniszczyć w czasach dzisiejszych!

Potem nie słychać nic o społecznej doktrynie papieża czasów najnowszych – o katolickiej etyce społecznej, w której nie ma takiego określenia jak wolność bez kontekstu. I też nie słychać nic o zasadzie subsydiarności, od łacińskiego subsidium – pomoc. To jest główna zasada w społecznej etyce katolickiej. Dorosły człowiek jest osobą wolną i odpowiedzialną za siebie, ale również jest istotą społeczną. Społeczności ludzkie w ogóle mają za cel pomagać osobie tam i tylko tam, gdzie ona nie radzi sobie samodzielnie. Społeczności wyższe są dlatego, żeby być subsidium, to znaczy być pomocą dla społeczności niższej. A więc rodzina pomaga osobie, dopóki ta osoba nie jest dojrzała do końca. Korporacja zawodowa, samorząd lokalny pomaga rodzinom z kolei. Państwo pomaga korporacjom, stanom, miastom, i tak dalej. To znaczy wspólnota. I na końcu wspólnota międzynarodowa albo Christianitas pomaga państwom. Ciało socjalnie wyższe nie ma prawa odbierać wolności i samorządności ciałom niższym. Wykonuje tylko funkcje służebne i obronne. Organizuje te ciała do celów przekraczających ich poszczególne zdolności.

A więc normalnie pomiędzy państwem a indywiduum mamy mnóstwo społeczności pośrednich. I właśnie o wolność tych społeczności pośrednich trzeba walczyć.

Tej etyki socjalnej, która opiera się na subsydiarności, nie można nazwać podejściem wolnościowym.

Trzeba zastosować całe społeczne nauczanie Kościoła. Trzeba pogłębiać czytanie encyklik papieskich. Jeśli tego nie robimy a mówimy o wolności wyrwanej z kontekstu, to słowo to wyraża to, co jest etymologią tego słowa, że jestem liberałem, libertynem.

I w kontekście nauki Kościoła nie ma możliwości czegoś takiego jak liberał katolicki albo liberał konserwatywny. Jeszcze gorzej, kiedy zasady takiego liberalizmu przenosi się do dziedziny religijnej. Więc wrócimy do naszego tematu.

Liberalizm gospodarczo-społeczny jest historycznie i merytorycznie niemożliwy do oddzielenia od liberalizmu religijnego, to znaczy od ideologii wolności religijnej. Wielu wolnościowców w Polsce mówi, że nie dopuszczą do dzielenia Polaków według religii albo regulowania ich spraw wiar. Albo uznają tzw. światopogląd każdego człowieka za jego indywidualną sprawę. Podkreślają, że w dziedzinie politycznej bronią osobistej wolności każdego człowieka w wyznawaniu swej religii, duchowości lub innego światopoglądu. Już samo słowo światopogląd jest nie do przyjęcia w języku katolickim. I nie jest to czymś innym jak taką próbą wymyślenia jakiejś konserwatywnej wersji wolności religijnej.

Wielu zwolenników intronizacji Chrystusa Króla podkreśla że:

Nie bójcie się, nie zamierzamy wprowadzić w Polsce – o zgrozo! – państwa wyznaniowego.

Niestety, musimy to powiedzieć: Tak jest, chcemy królowania społecznego Chrystusa Pana a więc chcemy państwa wyznaniowego.

Oczywiście to słowo „wyznaniowe” – konfesjo – było wprowadzone przez protestantów. To słowo nam nie odpowiada. Możemy to wyrazić w inny sposób jak to zostało określone przed wojną.

Po prostu CHCEMY PAŃSTWA KATOLICKIEGO NARODU POLSKIEGO! Można tak powiedzieć.

A więc RELIGIA NIE JEST SPRAWĄ PRYWATNĄ. Jest najważniejszą ze wszystkich spraw publicznych albo po łacinie RES PUBLICA. (oklaski)

Co to znaczy? Państwo ma obowiązek publicznego wyznawania religii katolickiej, przestrzegania wszystkich praw Kościoła jako odrębnej od Państwa i doskonałej społeczności, bronienia katolików od wpływów fałszywych idei.

I tu istnieje fundamentalna różnica między niechrześcijanami a heretykami lub apostatami od wiary katolickiej. Od Ojców Kościoła przez nauczanie papieży do czasów obecnych było jasne, że osoba nie ochrzczona nigdy nie może być zmuszana do przyjęcia wiary katolickiej. I państwa katolickie zawsze tolerowały kulty mniejszości niechrześcijańskich, zwłaszcza Żydów. Możemy też przeczytać w historii Kościoła, jak biskupi i papieże bronili autonomii takich społeczności. Przymus, który też objawił się w wielu przypadkach, nie odpowiada tej nauce Kościoła. Tu chodzi o niechrześcijan – o religie pogańskie, nie o muzułmanów i żydów.

Zupełnie coś innego jest z heretykami lub apostatami. Osoba ochrzczona jest poddanym Chrystusa Króla. A więc herezja w tradycji chrześcijańskiej jest po łacinie crimen lese majestatiszbrodnią przeciw majestatowi Chrystusa Króla i majestatowi Władzy Katolickiej. A więc normalnym stanem państwa jest brak tolerancji dla wspólnot niekatolickich. To trzeba powiedzieć. To nie jest jakaś przestarzała teoria średnich wieków, gdzie papieże mieli wszechwładzę. To jest nauka, którą kardynał Ottaviani powtarzał jeszcze w roku 1954 w swym podręczniku Compendium iuris publici Eccelsiastis, i która nie może ulec rewizji. Kardynał pisze, że:

Herezja, schizma albo apostazja jest przestępstwem publicznym.

Nie jest sprawą prywatną człowieka, w co on wierzy. To jest przestępstwo publiczne, które jest karane. Oczywiście stanem normalnym w państwie katolickim i społeczeństwie katolickim jest brak tolerancji. Prawie we wszystkich wiekach mieliśmy stan przejściowy – państwo było katolickie w swych monarchiach, w swych konstytucjach, ale część społeczeństwa, już wielka część społeczeństwa należała do różnych sekt heretyckich i schizmatyckich. W rzeczywistości historycznej widzimy zasadę tolerancji. A więc, na przykład, jeśli ktoś narodzi się jako dziecko w takiej wspólnocie niekatolickiej, to choć jest podobny do tych niechrześcijan, w tym sensie do pogan, żydów albo muzułmanów, to nie było jego osobistą decyzją to odpadnięcie. I kiedy mamy w państwie od 10 do 20% takiego społeczeństwa, które już od kilku pokoleń jest wyznania heretyckiego, wtedy jest moralny obowiązek tolerancji w państwie katolickim. I to była praktyka państw katolickich do czasów najnowszych. To jest drugi stan.

I stan obecny, kiedy i państwo i większość społeczności są niekatolickie. A więc co robić teraz? Czy musimy powiedzieć, że ta tradycyjna doktryna Kościoła jest przestarzała? Ona nie jest przestarzała, ona po prostu jest przewidziana w logice tego nauczania, że nie możemy w czasach dzisiejszych tego stosować.

A więc oczywiście, jeżeli mówimy Chrystus Król, to nie nawołujemy, że teraz – już jutro – stworzymy inkwizycję i będziemy prześladowali innowierców.

W ogóle o tym nie ma mowy. Ale to nie znaczy, że przyznajemy wolność religijną jako zasadę albo prawo dla tych innowierców do publicznego albo prywatnego sprawowania swojej religii.

A więc w tych wszystkich sprawach nie trzeba wynajdywać jakiejś nowej doktryny albo czegoś, co by odpowiedziało naszym dniom. Ta tradycyjna doktryna Kościoła, która dotyczy religii i wolności – wszystko to jest już napisane. Trzeba to tylko głosić w sposób integralny a nie tylko wyrywać poszczególne hasła, które bardziej odpowiadają uszom współczesnego człowieka.

To wszystko nie oznacza jakiegoś talibanu, fundamentalizmu i teokracji. Jest wiele takich słów podobnych do uniwersalnego hasła FASZYSTA. Można katolików, zwolenników intronizacji Chrystusa tak nazwać.

Tak więc to królowanie Chrystusa w tym pełnym sensie też nie oznacza klerykalizmu. To trzeba bardzo wyraźnie powiedzieć. Klerykalizm albo hierokracja to bezpośrednie mieszanie się duchownych i hierarchii Kościoła do spraw czysto ziemskich. To nigdy nie odpowiadało oficjalnemu nauczaniu Kościoła. To, że Chrystus musi królować w państwach w sposób rzeczywisty, tolerując albo nie tolerując, według okoliczności religie inne, to nie ma nic wspólnego z kwestią: czy będą rządzili kapłani. To jest w ogóle inna kwestia.

A więc temu rozumieniu Kościoła nie można zarzucić, że jest to jakaś teokracja albo klerykalizm. Zresztą teokracja, według tego słowa, to są bezpośrednie rządy Boga. Żaden człowiek nie może tego wprowadzić. Nie ma tych rządów – były one tylko w pewnym okresie Starego Testamentu do czasu wprowadzenia monarchii w Izraelu. Człowiek nie może samodzielnie wprowadzić teokracji. A więc oskarżenie, że Ruch Chrystusa Króla to jest jakaś teokracja, to jest po prostu nieporozumienie.

Nie jest to też fundamentalizm. Co to jest fundamentalizm? To jest kurczowe trzymanie się litery jakiegoś tekstu świętego w konflikcie z rozumem przyrodzonym i z Tradycją. Mamy więc fundamentalizm protestancki, później ten termin został przeniesiony do judaizmu – jest fundamentalizm judaistyczny, albo islamu albo hinduizmu. Katolicyzm ze swej istoty nie może być fundamentalistyczny. Jest to słowo nadużywane dla deflamacji wszystkich, którzy mają jakieś konsekwentne poglądy. W Kościele katolickim mamy nie tylko literę Pisma Świętego, ale mamy żywe nauczanie Kościoła i mamy Tradycję. To nie ma nic wspólnego z fundamentalizmem.

Albo mówi się: Chcecie królowania Chrystusa, więc to jest taliban albo szariat albo hesbollah to znaczy partia Boga. Nie, ponieważ zasada szariatu zlewa dziedzinę świecką i religijną – państwo i wspólnotę religijną. To jest zlewanie. Tradycja chrześcijańska głosi rozróżnienie – distinctio – i relatywną autonomię dziedziny świeckiej i religijnej, ale w doskonałej harmonii albo – jak po grecku mówiono – symfonii. I to jest zjednoczenie tronu i ołtarza, zjednoczenie Kościoła i Państwa. Jedno Ciało – Christianitas – którego członki jednocześnie należą do Kościoła i do poszczególnych państw. I to Ciało ma Głowę, jako Głowę Chrystusa Króla, ma ziemską głowę duchową – Namiestnika Chrystusa, Papieża, i wiele ziemskich głów do spraw doczesnych, suwerenów państwowych. Ciało ma dwie ręce – duchową i świecką. Ręce te trzymają dwa miecze dla obrony Ciała, bo Kościół i Państwo to są różne dystynkty, ale nie oddzielone.

Znowu wrócimy do tego ducha Antychrysta, który chce stworzyć sztuczne konflikty. Nie ma takich konfliktów – jest symfonia w normalnym położeniu między Państwem a Kościołem. I w takiej symfonii, w jedności chrześcijaństwa, króluje Jezus Chrystus. To jest rzeczywistość królowania Jezusa Chrystusa.

Możemy mówić o tym, możemy głosić to, ale – co jest najważniejsze – trzeba zacząć jakieś konkretne analizy czasów dzisiejszych, konkretnie tu w Polsce. Co jest praktycznie możliwe do zrobienia, żeby Chrystus w jakiś sposób, w jakiś dziedzinach królował. O to chodzi.

Nie chodzi nam w pierwszym rzędzie o symbole, o hasła, o piękne słowa, o konferencje – to wszystko musi prowadzić do zastanawiania się nad konkretnymi krokami. Co chcemy praktycznie robić, żeby Chrystus królował?

Tu najbardziej palącą rzeczą, oczywiście, jest kryzys w Kościele. A więc nie możemy oddzielić sprawy intronizacji Jezusa Chrystusa od sprawy Tradycji, obrony Tradycji w Kościele. Tu chodzi nie tylko o wolność religijną, ale też o tradycyjną liturgię, o ekumenizm i wszystkie inne sprawy.

Mówi papież Pius XI w Quas primas:

Oczywiście byłoby to rzeczą katolików przygotować, przyspieszyć swoją pracą i działalnością ten powrót królowania społecznego Chrystusa. Jednakowoż wielu z nich, zdaje się, ani nie zajmują w życiu społecznym stanowiska ani nie mają tej powagi, co przystoi tym, którzy niosą pochodnię prawdy.

To jest zarzut papieża. Dlaczego katolicy nie mają? Dlaczego mówimy, że Żydzi mają tam wpływy albo masoneria ma takie wpływy albo jakieś ruchy lewicowe robią marsz przez instytucje do urzędów unijnych, i tak dalej.

Dlaczego przeciwnicy Chrystusa Króla zdobywają jakby bez wysiłku wszystkie stanowiska publiczne a dlaczego katolicy tego nie potrafią? Czy to jest wina przeciwników czy to jest winą katolików?

Dalej papież mówi:

Może to niekorzystne położenie należy przypisywać opieszałości lub bojaźliwości dobrych, którzy wstrzymują się od walki lub zbyt miękko się sprzeciwiają.

To jest sprawa rezystencji. O ile możemy uprawiać rezystencję  czynną albo bierną. Skutkiem czego wrogowie Kościoła nabierają większej zuchwałości i odwagi.

Gdyby wszyscy wierni zrozumieli, że mają obowiązek pod sztandarami Chrystusa Króla odważnie i wciąż walczyć, wtedy by z apostolską gorliwością starali się pojednać z Bogiem zabłąkanych i nieoświeconych, aby prawo Boże było nienaruszone.

Jesteśmy daleko od urzeczywistnienia tego wszystkiego, ale czy w obliczu tego mamy tracić nadzieję, poddawać się rezygnacji?

Nic z tego. Po prostu za pomocą Łaski Bożej musimy robić to wszystko, co jest w naszych siłach. Nie ma jednej recepty, prostej formuły i hasła, trzeba równomiernie pracować we wszystkich dziedzinach, walczyć na wszystkich frontach, popierać wszystkie zdrowe inicjatywy.

Te dziedziny mają jednak pewną obiektywną hierarchię. Nie możemy rozproszyć sił na wszystkie dziedziny równomiernie. Wtedy nic nie zrobimy.

Na czele tej hierarchii stoi życie duchowe i religijne, które bezpośrednio prowadzi do zbawienia wiecznego. Tak więc największy procent czasu, sił i wysiłków musi być w obecnej dobie skierowany do przezwyciężenia kryzysu w Kościele, do sanacji życia kościelnego. Nie ma aktualniejszej sprawy niż tradycyjna Msza, liturgia, dyscyplina a w pierwszym rzędzie doktryna, wiara katolicka i również doktryna społeczna katolicka. Niemożliwe jest panowanie Chrystusa Króla bez Tradycji Katolickiej. I nie jest to jakieś partykularne stanowisko Bractwa, jako jednego z wielu kierunków w Kościele. Jest to kwestia przetrwania Kościoła.

Dziękuję za uwagę. (oklaski)

 

Za: „Maria Regina Poloniæ”, nr 4/16/2015/ rok 4., str. 19-43.