Czy istnieje choroba „Covid-19”?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, przypomnijmy sobie definicję choroby. Zgodnie z powszechnie przyjętą konwencją, choroba jest to zespół objawów, schorzenie, dolegliwość, często utrudniająca normalne funkcjonowanie, a czasem sprawiająca ból. Oczywiście, jeśli zagłębimy się w szczegółowe kryterium choroby, to natrafimy na szereg trudności w dokładnym określeniu granic pomiędzy przyczyną, chorobą i objawami, zwanymi też symptomami. Definicja jest tylko umowna i zawsze będzie kwestią sporną czy pojedynczy objaw można uznać za chorobę, czy dopiero przy większej ich liczbie, czy przyczyna jest tym samym co choroba, itd. Na upartego można stwierdzić, że alergia i depresja to nie są choroby, tylko zestawy poważnych symptomów wskazujących na różne przyczyny zmian zachodzących w organizmie, czyli właśnie chorób. Jednakże została przyjęta taka ogólna zasada, że choroba to zespół objawów, dolegliwość, której doświadczamy realnie a nie hipotetycznie. Mogą to być także istotne zmiany w tkankach lub narządach, których nie odczuwamy jeszcze zmysłowo, ale można je udowodnić za pomocą odpowiedniej aparatury.

Znamy zatem podstawy do postawienia diagnozy. Nie ma choroby bezobjawowej. Nie ma grypy bezobjawowej. To właśnie z wywiadu lekarskiego o tych objawach, osłuchania płuc i oskrzeli czy pomiaru temperatury, pacjent dostaje diagnozę grypy, infekcji lub stanu zapalnego dróg oddechowych. Generalnie mówimy o osłabieniu układu odpornościowego objawiającego się np. kaszlem, katarem, podwyższoną temperaturą, bólem mięśni, głowy, gardła, itd. Nie stawia się diagnozy chorób okołogrypowych za pomocą testu na obecność tego czy innego wirusa lub bakterii, chociażby dlatego, że w naszym ciele obecne są miliony odmian wirusów i bakterii. Nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie próbował wskazywać jako winowajcę tego czy innego wirusa, ani przypisywać, każdemu z tych milionów odmian wirusów osobnej jednostki chorobowej.

Choroba nazywana „Covid-19” została wymyślona poprzez złamanie tych reguł diagnostycznych. Od tej pory to nie objawy decydują o diagnozie tzw. „Covid-19”, tylko test genowy PCR. Powstała w ten sposób zupełnie nowa definicja „choroby bezobjawowej”.

Wszystkie osoby które twierdzą, że przechorowały chorobę zwaną „Covid-19”, jako objawy tej „choroby”, podają dokładnie te wszystkie, jakie znamy szeroko opisane w medycynie od co najmniej kilkudziesięciu lat, jako grypa w różnych stadiach i wariantach. Całe te silne przekonanie o przechorowaniu „Covid-19” opiera się na niezwykle silnej, hipnotyzującej propagandzie medialnej (otrzymały one na ten cel grube miliony i jest to informacja oficjalna), oraz na testach PCR, które nawet sama WHO uznała za niewiarygodne.

Podstawą do ogłaszania w mediach liczby ofiar „epidemii” jest „stan zakażenia” a nie zdiagnozowana konkretna choroba. Natomiast podstawą rejestracji osób „zakażonych” jest test PCR. Sądy w Portugalii i Austrii podważyły ich wiarygodność i oparte na nich decyzje ograniczające życie społeczne (lockdown) i wymuszające tzw. „reżim sanitarny”.

„Portugalski sąd apelacyjny uznaje testy PCR za niewiarygodne i cofa kwarantannę. «Na podstawie aktualnie dostępnych dowodów naukowych ten test [RT-PCR] sam w sobie nie jest w stanie jednoznacznie określić, czy wynik dodatni faktycznie odpowiada zakażeniu wirusem SARS-CoV-2, z kilku powodów, z których dwa są najważniejsze: wiarygodność testu zależy od liczby zastosowanych cykli; wiarygodność testu zależy od obecnego obciążenia wirusem». Sąd stwierdza, że «jeśli dana osoba uzyska pozytywny wynik testu PCR, jeśli zostanie zastosowany próg 35 cykli lub wyższy (jak opisano w większości laboratoriów w Europie i USA), prawdopodobieństwo zakażenia tej osoby wynosi <3%, a prawdopodobieństwo, że wynik będzie fałszywie pozytywny wynosi 97%»” (za: https://www.siemysli.info.ke/portugalski-sad-apelacyjny-uznaje-testy-pcr-za-niewiarygodne-i-cofa-kwarantanne/ ).

Gdyby zrobiono test na obecność mniemanego wirusa wszystkim Polakom – również zdrowym, to mogłoby się okazać, że nawet połowa Polaków ma „Covida”, i w ten sposób wyszło by na jaw całe oszustwo testów, niczym szydło z worka. Aby uniknąć zdemaskowania, ministerstwo „zdrowia” i skorumpowani lekarze, zalecają testowanie wyłącznie osób mających objawy… grypy. Fantastyczna choroba została przykryta zwykłą grypą, której objawy są przedstawiane w mediach jako rzekomo bardzo oryginalne i wcześniej nieznane.

Z tego co słyszałem, wirus SARS-Cov-2 nigdy nie został wyizolowany, a jeśli był to tylko w Chinach i tamtejsza epidemia szybko się zakończyła. Wielokrotnie słyszeliśmy o mutacji tego wirusa. Każda mutacja wirusa jest w świecie nauki wiadomością pozytywną, tzn. wirus przeobraża się w słabszą odmianę. Media głównego nurtu, żerując na naszej niewiedzy, straszą nas tymi „groźnymi mutacjami” wirusa, jakoby od mutacji do mutacji wirus stawałby się coraz gorszy. Już z tego wynika, że wirusa SARS-Cov-2 dawno nie ma i są poważne wątpliwości czy kiedykolwiek dotarł do Europy. Śledziłem całą tę dramaturgię medialną na początku 2020 r., to odliczanie tygodni, dni i godzin jakie zostały do przybycia do Polski wirusa z Wuhan. Słuchało się tego tak, jakby czekano na wirusa z niecierpliwością. Mam analityczny umysł i umiem dostrzec  w tym naciągactwo i fałsz.

To nie wirus nas zabija

Dr Shiva Ayyadurai, indyjsko-amerykański naukowiec, inżynier i przedsiębiorca, zasłynął w 2015 r. publikacją raportu kwestionującego bezpieczeństwo genetycznie modyfikowanej soi. Natomiast w roku 2020 udzielił wielu wywiadów na świecie przytaczając dowody na to, że tzw. „pandemia koronawirusa”, jest fałszywa. W marcu ub. roku, w słynnym wywiadzie dla telewizji internetowej „wRealu24” pt. „To nie koronawirus nas zabija… Za rok wprowadzą powszechne szczepionki!”, który w ciągu tygodnia osiągnął 1,5 miliona wyświetleń (i szybko został skasowany przez administratora), wyjaśnia najbardziej podstawowe prawdy o działaniu układu odpornościowego, wirusów i bakterii, mechanizm powstawania chorób. Cała obecna doktryna współczesnej medycyny akademickiej („rockefellerowskiej”, „urzędowo potwierdzonej”), jest bowiem wywrócona „do góry nogami”, przeczy wielowiekowym doświadczeniom i prostej logice możliwej do zauważenia nawet przez prostych, ale nie uprzedzonych ludzi. Przekłamanie i nieporozumienie w tej kwestii, dało możliwość w ciągu kilku pokoleń studiów medycznych, przygotowanie gruntu pod późniejszy terror przymusu szczepień, uzależnienie od tzw. „leczenia objawowego”, paniczny lęk przed zarazkami jako głównymi winowajcami chorób i obostrzenia pseudosanitarne w kontekście walki z mniemaną pandemią koronawirusa Covid-19. W ciągu kilkudziesięciu lat wytworzono w ludziach pewną mentalność i filozofię powstawania chorób. Dr Shiva Ayyadurai wyjaśnia jak to wszystko działa:

„Przede wszystkim chodzi o to, że musimy zrozumieć, że to nie wirusy nas zabijają. OK? Tym co zabija i sprawia nam problemy jest system odpornościowy, który nieodpowiednio reaguje na wszystko co do niego trafia. Czy to zrozumiałe? Większość ludzi nie umiera przez tego koronawirusa. Jeśli patrzysz na inne grypy, na przykład na „świńską grypę”, zachorowało ok. 60 mln ludzi, a ok. 300 tys. zmarło, w tym 18 tys. w Stanach Zjednoczonych. Przede wszystkim jesteśmy otoczeni przez różnego rodzaju wirusy. W naszym ciele znajduje się 38 mln wirusów i 60 mln bakterii, i 6 mln komórek. Ludzie są po prostu zastraszeni tymi rzeczami i nie do końca rozumieją jak działa system odpornościowy. Po pierwsze: ludzie którzy umierają, których system odpornościowy został naruszony, to osoby starsze. Kiedy mamy do czynienia z koronawirusem czy innym, to trzeba przygotować specjalną kwarantannę dla ludzi starszych w wieku 60, 70 i 80 lat., ponieważ ich system odpornościowy jest słaby. Mam nadzieję, że jest to jasne. Jeśli ktoś z jakiegoś powodu miał już naruszony system odpornościowy i ma z tym problemy, to nie uchroni go przed jakąkolwiek chorobą. Po prostu zdrowy rozsądek. Co interesujące, jeśli chodzi o koronawirusa, to fakt, że poziom zarażenia jest wysoki, szybko się rozprzestrzenia, powiedzmy bardziej niż SARS albo MERS; jednak śmiertelność w tym przypadku jest niska. Pytanie jest, dlaczego tak bardzo rozsiewa się wszędzie strach na ten temat? Gdy jednak odkrywasz prawdę, to z mojego punktu widzenia za wszystkim stoi polityka. Na czym ona polega? Na tym, żebyście wszyscy zostali zaszczepieni. Według nich jedynym sposobem na wyleczenie tego jest poprzez użycie szczepionki w postaci farmaceutycznego „leku”. Z tego co wiem, to ludzie w Polsce i w Europie wschodniej jedzą kiszoną kapustę – tak? – co jest bardzo ekstremalnie zdrowym jedzeniem, ponieważ pomaga całemu systemowi trawienia. Jeśli patrzysz na układ odpornościowy to składa się z dwóch głównych komponentów. To bardzo kompleksowy twór, który analizowałem wiele lat i jestem jednym z ważniejszych znawców w tej dziedzinie. System odpornościowy to złożona sprawa i badałem ją z punktu widzenia inżyniera. Większość lekarzy nie ma pojęcia jak ten system działa ponieważ w szkole medycznej uczy się ich zdawkowo na ten temat, nie analizując całości. Z tego wszystkiego wynika fakt, że system odpornościowy jest złożony. Twój jest inny niż mój. Najważniejsze jest jednak to czy jesz pożywienie, które zawiera w sobie dużo cukru. Jeśli tak jest to twoje ciało wyzwala toksyny które obniżają twój system odpornościowy. Tak więc kiedy zostaniesz zaatakowany przez różne patogeny to twoje ciało reaguje bardzo przesadnie. (…) Gdy już się starzejesz, twój system odpornościowy jest zagrożony, bez znaczenia z jakim wirusem mamy do czynienia. Szerzy się ile osób zmarło na grypę na całym świecie. Oni winią za to koronawirusa. Kiedy masz grypę i twój system odpornościowy jest zagrożony, jesteś otwarty na wiele innych wirusów. Nie wiem czy to wiesz, kiedy masz grypę, to masz w sobie wiele innych wirusów. Jeśli chcesz rzeczywiście winić dany wirus, musisz zastosować hipotezę Kocha. I wiele z tych rzeczy nie podąża za podstawową wiedzą. Ktoś mówi, że ten wirus  powoduje to i to. To też nie musi być  prawda. Rozumiesz co mówię? To jest korelacja a nie związek przyczynowy. Kiedy starzejesz się to system odpornościowy staje się słabszy. Jeśli jesz dużo cukru i jedzenia, które go zawiera w dużej ilości, to w twoim ciele wytwarza się grzyb i neurotoksyny, które  również naciskają na odporność. Przez  to ciało traci swój balans i reaguje nadmiernie. To są rzeczy, które wiemy na pewno” (za: https://gloria.tv/post/7WYupT9Qh2CtA1hQcUoa9hmzL ).

Moje osobiste, wieloletnie doświadczenia w walce o zdrowie, potwierdzają to wszystko co powiedział doktor, i dlatego nie mam żadnych problemów w samodzielnym zapobieganiu i leczeniu grypy i innych przejawów obniżenia odporności. Mam na ten temat wiele własnych przemyśleń i powyżej przytoczone fakty, podsumuję własnymi słowami. Powszechnie stosowane słowa „infekcja” i „zakażenie” (w odniesieniu do bakterii, wirusów i grzybów), są najczęściej grubym nadużyciem, ponieważ zawierają one w swej istocie błędne założenie, jakoby to wejście do naszego ciała jakiejś bakterii lub wirusa, było przyczyną chorób. Przeczy temu natura. Przez całe nasze życie jesteśmy otoczeni i „zakażeni” milionami bakterii, wirusów i grzybów, ale jest to sytuacja naturalna, prawidłowa a nawet koniecznie potrzebna do życia. Te mikroorganizmy pełnią szereg ważnych funkcji prozdrowotnych lub są obojętne. Kiedy mówimy o grypie, przeziębieniu, zapaleniu oskrzeli i innych schorzeniach typu „infekcja”, to trzeba zauważyć, że w pierwszej kolejności dochodzi do osłabienia układu odpornościowego (np. w wyniku złego odżywiania lub narażenia na toksyny); dopiero po tym obecne już wcześniej w naszym ciele bakterie i wirusy znajdujące się w stanie równowagi (lub uśpienia), wykorzystują nową sytuację, nowy „klimat”, i namnażają się. W ten sposób dodatkowo nas rozbrajają, ale to nie jest ich wina. Korzystają tylko z okazji, którą sami im stworzyliśmy. Natura bowiem nie znosi pustki. Kiedy wytniemy hektar lasu, to zaraz wyrosną tam chwasty, których wcześniej nigdy tam nie było. Wytrucie wszystkich komarów w lesie jest działaniem bezcelowym i szkodliwym dla ekosystemu, ponieważ przyczyną ich występowania w danym miejscu jest właśnie mikroklimat. Dzisiejsza fałszywa medycyna „urzędowo potwierdzona” (przeciwieństwo znanego sloganu „evidence-based medicine”), uczy studentów medycyny zupełnie na odwrót, jakoby to „infekcja” i namnażanie się zarazków było przyczyną większości chorób. Oferuje ona „lekarstwo” gorsze od choroby, które mógłbym porównać do strzelania do muchy z armaty: szczepionki, antybiotyki, syntetyki obniżające gorączkę i przeciwbólowe.

Dodam, że jak najbardziej higiena ciała zapobiega wielu chorobom. Dostęp do czystej wody i kanalizacji zakończył serię epidemii w Europie i na świecie, jeszcze zanim zaczęła się propaganda szczepionek, których pojawienie zbiegło się w czasie. Wydaje mi się, że w przypadku zakażeń skórnych, także nadmiernie wini się bakterie i wirusy, które – co prawda w nadmiarze są też szkodliwe – ale one są jakby problemem wtórnym wynikającym z istoty zakażenia, czyli wejścia pod skórę brudu, pasożytów, toksyn, substancji gnilnych i fermentujących, drobinek fekaliów, na których zarazki żerują.

Istnieje w społeczeństwie dosyć duża grupa ludzi wyznających quasi-religię sterylności, którzy panicznie boją się zarazków. Mocno uogólniając – są to najczęściej osoby z wykształceniem wyższym, pracownicy biurowi, którzy nie znają realiów prawdziwego życia, nie znają smaku pracy fizycznej, rączek sobie nie ubrudzą, siedzą w klimatyzowanych pomieszczeniach, daleko od natury. Dla uściślenia – ja też jestem mieszczuchem, ale wiem jak ludzie żyją, obserwuję i wyciągam wnioski. Najlepszą terapią dla nich byłby tydzień pracy w gospodarstwie rolnym, na przykład przy usuwaniu obornika w chlewni lub układaniu torfu w pieczarkarni. To dopiero byłoby „stado” bakterii! Ciekawe dlaczego nikt z tego powodu nie umiera? Nikt tam nie nosi maski, używane są rękawice wielorazowego użytku, przy wejściu do kurnika nie ma pojemnika z płynem dezynfekującym, i nikt nie lata co 10 minut do umywalki… Po przebyciu takiego „turnusu”, wiele osób przestałoby histeryzować, zrozumiałoby, że zarazki są naprawdę wszędzie i nie da się ich wszystkich zabić, oraz że wystarcza zwyczajna, nieparanoiczna, standardowa higiena tj. ciepła woda z szarym mydłem. Czy pamiętacie jakie drewniane, podwórkowe toalety miało wiele osób w Polsce? Czy oglądacie filmy przyrodnicze i obserwujecie życie zwierząt? Jakoś nie przestrzegają „reżimu” sanitarnego, dotykają i wąchają wszystko, ale to dzikie zwierzęta w środowisku naturalnym są zdrowsze od tych udomowionych.

Medycyna niewątpliwie poszła w złym kierunku, ale to nie znaczy, że mamy we wszystko wierzyć niczym w „dogmaty”, że mamy ulegać panice. To my musimy nauczyć się żyć korzystając z wiedzy i doświadczenia naszych przodków, panować nad emocjami i racjonalizować lęki, oraz poznawać otaczającą nas rzeczywistość. Żadne studia i żadne urzędowe formułki nie zwalniają nikogo z samodzielnego myślenia. To my jesteśmy odpowiedzialni za siebie samych.

Odsyłam do artykułu pt. „Maski zniewolenia”. Tam wszystko dokładniej opisałem. Nie dajmy się zwyciężyć złu, lecz zło dobrem zwyciężajmy, czyli dzielmy się z bliźnimi prawdą i budującym słowem, wyprowadźmy ludzi z tych lęków i fobii. Kto naprawdę ufa Bogu, ten niczego się nie boi oprócz Niego.

Teofil

2.03.2022 r.