,,Nieuczesane” myśli

Z powodu choroby nie miałem siły pojechać, a bardziej z powodu braku kierowcy nie pojechałem na tegoroczną uroczystość do Włodzimierza Wołyńskiego. Nie mniej, jak co roku, wiele „nieuczesanych” myśli skupiało się wokół naszego patrona rodem z Włodzimierza Wołyńskiego.

Patron jedności

Każdy, komu droga jedność Kościoła powinien zapoznać się z życiem i dziełem Jozafata Kuncewicza.

Swego czasu wielkie na mnie wrażenie zrobiła lektura książeczki autorstwa Tadeusza Żychiewicza pt. „Jozafat Kuncewicz” (Kalwaria Zebrzydowska 1986). Przeczytałem ją od deski do deski, gdy leżałem chory, chyba na drugim roku w seminarium, pod koniec zimy albo na początku wiosny. Zrobiła na mnie wielkie wrażenie…

Później jej fragmenty słyszałem recytowane przez Marię Przybylską.

Z Tadeuszem Żychiewiczem korespondowałem w Krakowie, jak byłem klerykiem. Starał się ustawić mi pewne rzeczy. W listach kłóciłem się z nim o wiele spraw wschodnich, m.in. o Andreja Szeptyckiego…

Po latach przypomniałem sobie o książeczce Tadeusz Żychiewicza i przedrukowałem ją we fragmentach na łamach „Wołania z Wołynia”.

«Duszochwat». Moc słowa świętego

Słowo Św. Jozafata Kuncewicza było żywe, przekonujące, docierające do każdego. Nie mogli mu tego odmówić wrogowie i nieprzyjaciele, którzy nazywali go «duszochwatem». Diakon Piotr Siwicki w szkicu „Święty Jozafat” pisze: „św. Jozafat był typem wschodniego mnicha-ascety, na którego ogromny wpływ wywarł hezychazm w osobach takich jego przedstawicieli, jak św. Symeon Nowy Teolog czy św. Nil Sorski. Jego wschodnia asceza i wierność rodzimej tradycji przyciągały ludzi, widzących w nim urzeczywistnienie ideału ruskiego mnicha. Z drugiej strony św. Jozafat, który znał tylko język ruski i polszczyznę, nie czerpał swych argumentów za Unią z dzieł teologów łacińskich, lecz ze źródeł rodzimych, jak cerkiewne księgi liturgiczne (które znał na pamięć) czy kroniki ruskie. Z nich właśnie dowodził, że jedność z Rzymem nie jest dla Kościoła ruskiego innowacją, lecz powrotem do źródeł. Połączenie ascezy mniszej, gorliwości w sprawowaniu Liturgii i kaznodziejstwie z argumentacją wziętą z rodzimych źródeł – oto co spowodowało, iż św. Jozafat nazwany został jeszcze za życia przez swych przeciwników «duszochwatem» – «tym, który chwyta dusze»”.

(Cały tekst Piotra Siwickiego – zob.: http://www.grekat.stalwol.pl/ps13.html)

Męczennik za Unię

„Kuncewicz wyszedł z cerkwi przed końcem Jutrzni i szedł do pałacu. Bramy wiodące na wewnętrzny dziedziniec były już zawarte, zaś leżący naprzeciw cerkwi pałac otoczony tłumem. Tłum stojący między cerkwią i pałacem wołał o śmierć. Kiedy jednak Kuncewicz wyszedł z cerkwi, ludzie rozstąpili się przed nim i nie podniosła się ani jedna ręka. Już wszystkie dzwony cerkiewne biły na trwogę. Podważono i rozrąbano bramy pałacu, padły pierwsze strzały. Domownicy i towarzysze Jozafata rozbiegli się, gdzie kto mógł: po sieniach, po komnatach. Łamano drzwi, bito ich. Przy Jozafacie znalazł się tylko wiekowy zakrystianin katedralny Tichon, bo Jozafat na nic się nie oglądając, gdy do pałacu szedł, zamierzał przygotować się do liturgii. Kiedy jednak zaczęły pękać bramy, przerwał przygotowania i poszedł do drugiej komnaty. Tam upadłszy modlił się. Potem wstał i poszedł naprzeciw napastnikom. Stanął przed nimi, zamykając za sobą drzwi. Uczynił nad nimi znak krzyża i rzekł: – Dziatki, dlaczego bijecie czeladkę moją. Nie zabijajcie ich. Jeśli macie, co przeciwko mnie, owóż jestem. I złożył na piersi ręce na krzyż. Zrobiła się cisza całkowita, ludziom opadły ręce i stali jak wrośnięci w ziemię. I w tej nieruchomej ciszy ważyło się jeszcze wszystko. Lecz z bocznych rozwartych drzwi wyszli dwaj ludzie z twarzami zastygłymi i z nieruchomymi jak u ślepców oczyma. Jeden uderzył pałką, drugi toporem rozrąbał głowę. Wywlekli go z sieni na podwórze, a na podwórzu tłum ujrzawszy, co się dokonało, jakby przytomność stracił: strzelano do zabitego z samopałów, kopano, szarpano, deptano po nim” (Tadeusz Żychiewicz, „Jozafat Kuncewicz”, Kalwaria Zebrzydowska 1986, s. 100-101).

Przelewał krew za jedność Kościoła

Św. Jozafat Kuncewicz jest tak ważną postacią pośród świetych, że papież Pius XI poświęcił mu fragment swej encykliki „Ecclesiam Dei” Piusa XI, który jest obecnie II czytaniem Godziny Czytań w Liturgii Godzin w dzień wspomnienia świetego męczennika:

„Kościół Boży, w podziwu godny sposób, został tak ustanowiony, aby w pełni czasów był jakby jedną wielką rodziną obejmującą cały rodzaj ludzki; wiemy również, że z woli Boga, pośród innych jego przymiotów, odznacza się on jednością w powszechności.

Albowiem Chrystus Pan samym tylko Apostołom powierzył dzieło zlecone przez Ojca, mówiąc im: «Dana mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody». Jednakże Chrystus chciał także, aby Apostołowie jak najbardziej tworzyli jedno kolegium podwójnie spojone najściślejszą więzią: pomiędzy sobą jedną wiarą i miłością, «która jest rozlana w naszych sercach przez Ducha Świętego», a oprócz tego autorytetem jednego względem wszystkich, ponieważ Pan na czele Apostołów postawił Piotra, jako trwałe źródło i widzialny fundament jedności. Dla utrwalenia zaś na zawsze tej jedności i jednomyślności. Bóg w swej Opatrzności, przypieczętował ją znakiem świętości i męczeństwa.

Taka też chwała przypadła w udziale arcybiskupowi Połocka, Jozafatowi, obrządku bizantyńsko-słowiańskiego, w którym słusznie widzimy wielką ozdobę i podparcie Słowian ze Wschodu; albowiem trudno by znaleźć kogoś, kto by bardziej ich wsławił lub bardziej się przyczynił do ich zbawienia, niż ten ich pasterz i apostoł, zwłaszcza że rozlał on swoją krew za jedność Kościoła świętego. Jakby z natchnienia Bożego pragnął przyczynić się do przywrócenia jedności chrześcijańskiego świata; wyczuł także, że jego wkładem może być zachowanie w łączności z Kościołem powszechnym obrządku bizantyńsko-słowiańskiego i zakonu mnichów bazylianów.

Jego największą troską było więc zachowanie jedności ze Stolicą Piotrową. Skrzętnie więc zewsząd wyszukiwał i gromadził wszelkie dowody zdolne ją potwierdzić i wzmacniać, a zwłaszcza pilnie badał księgi liturgiczne, którymi posługiwały się Kościoły Wschodnie oraz dysydenci, a które były im przekazane przez świętych Ojców.

Tak dokładnie przygotowany, podjął Jozafat dzieło przywrócenia jedności. Działał zaś tak owocnie, z taką mocą, a równocześnie i słodyczą, że nawet jego przeciwnicy nazwali go «łowcą dusz»” (Pius XI, Encyklika „Ecclesiam Dei”, AAS 15 – 1923, 573-582; LG tom IV, s. 1342-1343).

Owoce męczeństwa

Męczeństwo abpa Jozafata wzmocniło bardzo Kościół unicki. Niektórzy z jego wrogów czy prześladowców, jak np., Melecjusz Smotrycki, nawrócili się. Przypadek Smotryckiego jest niezwykle wymowny – za pomocą płomiennych utworów polemicznych powodował rozognienie nastrojów i konfliktu religijnego, ale później uległ mocy nowego męczennika za jedność Kościoła.

Już w 1643 r. połocki hierarcha został beatyfikowany. Kanonizacja nastąpiła w 1867 r.

Relikwie świętego w Rzymie

Po wielu wędrówkach i przygodach relikwie św. Jozafata Kuncewicza od 1949 roku spoczywają w bazylice św. Piotra na Watykanie. Miałem okazję kilka razy modlić się przy jego relikwiach.

Bezradność wobec zbrodni

W męczeństwie św. Jozafata, innych unitów, zwłaszcza podlaskich, w śmierci ludności żydowskiej w czasie II wojny światowej jaką nazywamy słowem holokaust oraz ludobójstwie ludności polskiej Wołynia i kresów południowo-wschodnich uderza bezradność wobec zbrodni. Ale jest jeszcze inna bezradność – bezradność wobec upływającego czasu i poprawności politycznej, bezradność wobec przemilczania. Są jednak tacy ludzie, których głos możemy nazwać wołaniem na puszczy. I chociaż wydaje się, że tego wołania nikt nie słyszy, to zawsze pociechą pozostanie fakt, że krew męczenników jest nasieniem nowego wzrostu.

ks. Witold Józef Kowalów

Ostróg nad Horyniem, 12 listopada 2008 r.